Długi weekend majowy to tradycyjnie czas pierwszych większych wyjazdów Polaków. W 2026 roku rynek turystyczny wydaje się nieco chłodniejszy niż przed rokiem, co może skłaniać do poszukiwania okazji. Jednak niższe ceny rezerwacji nie zawsze oznaczają tańszy wypoczynek. Kluczowe staje się porównanie wszystkich składowych budżetu, od noclegu po codzienne wydatki na miejscu.
Noclegi: górskie schroniska kontra nadmorskie apartamenty
Analiza dostępnych ofert pokazuje, że ceny noclegów w popularnych kurortach są w tym sezonie bardziej zróżnicowane niż kiedykolwiek. W Zakopanem i okolicznych miejscowościach, takich jak Kościelisko czy Bukowina Tatrzańska, za noc w pokoju dwuosobowym w pensjonacie średniej klasy trzeba zapłacić od 250 do nawet 400 złotych. Warto pamiętać, że ceny w górach są silnie uzależnione od odległości od centrum i widoku. Z kolei nad polskim wybrzeżem, w miejscowościach takich jak Ustka, Łeba czy Władysławowo, podobny standard można znaleźć już za 200-350 złotych za noc, choć bezpośrednio przy plaży kwoty te szybują w górę.
Codzienne wydatki: jedzenie i atrakcje
Koszty utrzymania na miejscu to często największa i najbardziej niedoceniana część budżetu. W górskich restauracjach obiad dla dwóch osób może kosztować 100-150 złotych, a ceny w schroniskach, choć nieco niższe, także nie są symboliczne. Nad morzem ceny posiłków w sezonowych smażalniach i barach są zbliżone, jednak większa konkurencja często pozwala znaleźć bardziej atrakcyjne promocje. Do tego dochodzą wydatki na atrakcje: kolejki linowe w Tatrach (ok. 60-80 zł/os.) kontra wypożyczenie rowerów czy rejsy statkiem nad Bałtykiem (ok. 40-60 zł/os.).
Koszty dojazdu: paliwo, opłaty i czas podróży
Dla wielu rodzin kluczowym czynnikiem jest koszt i komfort podróży. Dojazd z centralnej Polski nad Bałtyk to często dłuższa trasa, co przekłada się na wyższe zużycie paliwa. Przykładowo, podróż z Warszawy do Zakopanego (ok. 350 km) to koszt paliwa rzędu 200-250 zł w obie strony dla przeciętnego samochodu. Ta sama podróż do Kołobrzegu to już dystans około 450 km i koszt około 300 zł. Należy też wziąć pod uwagę potencjalne korki, które w długie weekendy są zmorą kierowców na głównych trasach wyjazdowych z dużych aglomeracji.
Eksperci branży turystycznej zwracają uwagę na rosnącą popularność tzw. turystyki last-minute i krótkich, lokalnych wyjazdów. „Widzimy wyraźny trend wśród klientów, którzy decydują się na wybór destynacji na kilka dni przed wyjazdem, licząc na atrakcyjne, ostatnie oferty. To dobry sposób na oszczędności, ale wymaga elastyczności” – komentuje anonimowo przedstawiciel jednego z dużych portali rezerwacyjnych. Alternatywą dla tradycyjnych kierunków mogą być mniej oblegane, ale równie atrakcyjne regiony, takie jak Pojezierze Mazurskie, Bieszczady czy mniejsze uzdrowiska, gdzie presja cenowa bywa mniejsza.
Ostateczny wybór między górami a morzem powinien zależeć nie tylko od liczb, ale i od preferencji. Dla miłośników aktywnego wypoczynku i pieszych wędrówek Tatry pozostaną niekwestionowaną atrakcją. Dla tych, którzy szukają relaksu na plaży i spacerów po molo, Bałtyk będzie naturalnym wyborem. Kluczem do udanej i ekonomicznej majówki jest jednak dokładne zaplanowanie budżetu, uwzględniające wszystkie, nawet te pozornie drobne, wydatki.
Foto: images.pexels.com
📷 Galeria zdjęć


