Choć politycy zapewniają, że wiek emerytalny nie wzrośnie, dane demograficzne i ekonomiczne malują zupełnie inny obraz. Osoby w wieku około 40 lat mogą być pierwszym pokoleniem, które odczuje skutki zapaści systemu emerytalnego – ostrzegają analitycy.
Nieuchronne zmiany systemowe
Obecnie w Polsce na jednego emeryta przypada coraz mniej osób pracujących. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik obciążenia demograficznego systematycznie rośnie. W 2020 roku na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało około 36 emerytów, a prognozy na 2050 rok mówią już o ponad 60. To oznacza, że przy obecnym systemie repartycyjnym (ZUS) wypłata świadczeń w dotychczasowej wysokości będzie niemożliwa bez drastycznych reform.
Eksperci rynku pracy zwracają uwagę, że realny wiek przejścia na emeryturę i tak już się podnosi – nie przez ustawę, ale przez niską waloryzację kapitału początkowego i rosnącą średnią długość życia. Jak wylicza dr hab. Janusz Kowalski, ekonomista z SGH: „Dzisiejsi 40-latkowie, aby otrzymać emeryturę minimalną, będą musieli pracować średnio do 67.–68. roku życia, nawet jeśli ustawa tego nie wymusi. To efekt niższej stopy zastąpienia i wydłużającej się egzystencji po zakończeniu kariery.”
Kontekst europejski
Polska nie jest odosobniona w tym wyzwaniu. Większość krajów Unii Europejskiej już podniosła lub planuje podnieść ustawowy wiek emerytalny. Na przykład w Niemczech docelowo wyniesie on 67 lat, a w Danii jest powiązany ze średnią długością życia. Polska na razie utrzymuje wiek 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, co jest jednym z najniższych wskaźników w OECD. Jednak demografia nie znosi pustki – niższy wiek emerytalny oznacza wyższe obciążenie dla budżetu państwa i niższe świadczenia dla przyszłych pokoleń.
Co mogą zrobić 40-latkowie?
Zdaniem doradców finansowych kluczowe jest samodzielne oszczędzanie na emeryturę, niezależnie od systemu publicznego. Program Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) i Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) to narzędzia, które pozwalają budować dodatkowy kapitał. „Im wcześniej zaczniemy odkładać, tym mniejszym wysiłkiem finansowym osiągniemy cel. Dla 40-latka odłożenie choćby 300 zł miesięcznie przez 25 lat może dać dodatkowe 200–300 tys. zł na koncie” – wyjaśnia Anna Nowak, doradca inwestycyjny z Warszawskiego Instytutu Finansów.
Analitycy zgodnie podkreślają, że bez zmian systemowych i indywidualnej przezorności dzisiejsi 40-latkowie mogą stanąć przed widmem emerytury poniżej minimum socjalnego. Rządowe zapewnienia o braku podwyżek wieku emerytalnego są więc w praktyce obietnicą bez pokrycia – demografia i tak wymusi późniejsze przechodzenie na emeryturę.
Foto: images.pexels.com

