Transport i spedycja | Polska | Europa | Azja | Afryka | USA

restaurant bill fish

230 zł za rybę z frytkami w Ustce. Influencerzy pokazali rachunek i wywołali burzę

Wakacyjny wydatek, który zaskoczył internautów

Para znanych twórców internetowych – Jakub Kwieciński i Dawid Mycek – opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie paragonu z nadmorskiej smażalni w Ustce. Rachunek opiewał na 230 złotych za dwa kawałki dorsza, dwie porcje frytek oraz dwie surówki. Szybko stał się on przyczynkiem do gorącej dyskusji o cenach w kurortach nad Bałtykiem.

Co dokładnie znalazło się na paragonie?

Z opublikowanego dokumentu wynika, że każda porcja ryby kosztowała około 70 złotych, frytki – 25 zł, a surówka – 20 zł. Łączna kwota za posiłek dla dwóch osób wyniosła właśnie 230 zł. Influencerzy nie kryli zdziwienia, a ich wpis szybko zdobył tysiące komentarzy. Wielu internautów przyznało, że podobne ceny spotykają nie tylko w Ustce, ale też w innych popularnych miejscowościach, takich jak Łeba, Kołobrzeg czy Sopot.

„To już nie są wakacje dla przeciętnej polskiej rodziny. Za obiad dla czterech osób trzeba zapłacić nawet 400–500 zł” – skomentował jeden z użytkowników.

Dlaczego ceny nad morzem są tak wysokie?

Eksperci rynku gastronomicznego wskazują na kilka czynników wpływających na poziom cen w nadmorskich smażalniach. Po pierwsze, sezon letni to okres największego popytu, co naturalnie podbija stawki. Po drugie, rosną koszty surowców – dorsz, który jest rybą coraz rzadszą i droższą w połowach, musi być często sprowadzany z zagranicy. Do tego dochodzą wyższe opłaty za wynajem lokali w atrakcyjnych lokalizacjach oraz koszty pracownicze, które w szczycie sezonu wzrastają.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2025 roku ceny w gastronomii wzrosły średnio o 12% w porównaniu z rokiem poprzednim. W przypadku lokali turystycznych podwyżki bywają jeszcze wyższe, sięgając nawet 20–25%.

Reakcje i porównania

Sprawa rachunku z Ustki odbiła się szerokim echem nie tylko wśród internautów, ale i w lokalnych mediach. Część komentujących zwraca uwagę, że w mniej obleganych miejscowościach, takich jak Rowy czy Jarosławiec, ceny bywają niższe. Inni przypominają, że w porównaniu z zagranicznymi kurortami, np. nad Adriatykiem, polskie wybrzeże wcale nie jest droższe – jednak różnica w jakości usług i standardzie lokali często bywa uderzająca.

Jakub Kwieciński i Dawid Mycek nie odnieśli się oficjalnie do krytyki, ale ich wpis stał się pretekstem do szerszej debaty o dostępności wypoczynku nad Bałtykiem dla przeciętnego Polaka. Wiele osób podkreśla, że wakacje w kraju stają się luksusem, na który nie każdego stać.

Podsumowanie

230 zł za dwa dorsze z frytkami i surówką to cena, która wywołuje emocje i skłania do refleksji nad kondycją polskiej turystyki. Mimo że smażalnie nad morzem przeżywają oblężenie, coraz więcej turystów decyduje się na posiłki we własnym zakresie lub wybiera mniej znane, a przez to tańsze lokalizacje. Czy ceny wrócą do poziomu sprzed kilku lat? Raczej nie – ale być może presja klientów i konkurencja sprawią, że oferta stanie się bardziej zróżnicowana.

Foto: images.pexels.com


📷 Galeria zdjęć