Wakacje nad Bałtykiem od lat budzą mieszane uczucia – z jednej strony malownicze plaże i morskie powietrze, z drugiej – rachunki, które potrafią przyprawić o zawrót głowy. Najnowszy przykład pochodzi z Kołobrzegu, gdzie pan Waldemar, turysta z województwa mazowieckiego, opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie paragonu za obiad dla dwóch osób. Zapłacił 150 zł za dwie flądry z ziemniakami oraz dwie puszki Coca-Coli. Sprawa błyskawicznie odbiła się echem w internecie, wywołując falę komentarzy na temat cen w nadmorskich lokalach.
„Paragon grozy” czy standard kurortu?
Wielu internautów uznało kwotę za wygórowaną, wskazując, że w innych częściach Polski za podobny zestaw zapłaciliby o połowę mniej. Z drugiej strony pojawiły się głosy, że w sezonie letnim, w popularnym kurorcie, ceny są po prostu wyższe. Eksperci z branży gastronomicznej zwracają uwagę, że na koszt składają się nie tylko produkty, ale też czynsze za lokale w atrakcyjnych lokalizacjach, koszty pracy sezonowej oraz marża, która w szczycie sezonu bywa znacznie wyższa. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2025 roku ceny w nadmorskich lokalach gastronomicznych wzrosły średnio o 12% w porównaniu z rokiem poprzednim.
Porównanie z innymi kurortami
Kołobrzeg nie jest odosobniony. Podobne ceny można spotkać w Sopocie, Gdańsku czy Świnoujściu. W 2024 roku w mediach głośno było o „paragonie grozy” z Międzyzdrojów, gdzie za porcję ryby z frytkami i napój zapłacono 120 zł. Z kolei w Ustce czy Łebie ceny są nieco niższe, ale nadal wyższe niż w lokalach oddalonych od plaży o kilkaset metrów. „Warto porównywać oferty i nie wybierać pierwszej restauracji z widokiem na morze” – radzi Jan Kowalski, właściciel sieci barów rybnych z Trójmiasta. „Często te same dania w bocznych uliczkach są tańsze o 20-30%”.
Jak uniknąć przepłacania?
Eksperci radzą, aby przed zamówieniem sprawdzić menu w internecie lub na tablicy przed lokalem, a także unikać miejsc, które nie podają cen. Warto też pytać o wielkość porcji – zdarza się, że wysoka cena idzie w parze z dużą porcją, która może wystarczyć nawet na dwie osoby. Dla oszczędnych dobrym rozwiązaniem są bary mleczne lub food trucki, które często oferują świeże ryby w przystępniejszych cenach. Pan Waldemar przyznaje, że mimo wysokiego rachunku, smak flądry był wyśmienity, ale następnym razem wybierze lokal polecony przez znajomych.
Podsumowanie
Sprawa z Kołobrzegu to kolejny dowód na to, że ceny nad Bałtykiem potrafią zaskoczyć. Dla turystów kluczowe jest świadome planowanie wydatków i poszukiwanie sprawdzonych miejsc. Władze lokalne i organizacje turystyczne apelują o przejrzystość cenową, aby uniknąć negatywnych opinii, które mogą odstraszyć gości. Na razie jednak dyskusja trwa, a paragon pana Waldemara stał się symbolem letnich rozterek nad polskim morzem.
Foto: images.pexels.com
📷 Galeria zdjęć


