Transport i spedycja | Polska | Europa | Azja | Afryka | USA

Krystyna Janda portrait

Emerytura Krystyny Jandy. Kwota, która szokuje w kontekście jej dorobku

System emerytalny nie oszczędza artystów

Nawet najbardziej utytułowani twórcy w Polsce, tacy jak Krystyna Janda, która w tym roku kończy 74 lata, nie mogą liczyć na emeryturę adekwatną do swojego wkładu w kulturę. Jak wynika z najnowszych doniesień, świadczenie wybitnej aktorki i reżyserki jest dramatycznie niskie, co wywołuje ogólnokrajową dyskusję o kondycji systemu ubezpieczeń społecznych dla osób pracujących na własny rachunek.

Skala problemu – głodowe emerytury w show-biznesie

Krystyna Janda, mimo że od ponad 50 lat jest aktywna zawodowo – prowadzi własny teatr (Och-Teatr w Warszawie), reżyseruje, pisze i występuje – otrzymuje z ZUS kwotę, która w wielu środowiskach uznawana jest za symboliczną. W jej przypadku, jak podają media, comiesięczne świadczenie wynosi około 2,5 tysiąca złotych brutto. To zaledwie ułamek tego, co zarabiała w szczycie kariery i co pozwalałoby na godne utrzymanie po zakończeniu aktywności zawodowej.

„System emerytalny w Polsce został zaprojektowany z myślą o pracownikach etatowych, a nie o przedsiębiorcach i artystach, którzy często przez lata opłacają składki od minimalnej podstawy” – zauważa dr hab. Anna Kowalska, ekspertka ds. zabezpieczenia społecznego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Problem ten dotyczy nie tylko Jandy, ale całego środowiska twórczego. Wielu aktorów, muzyków czy plastyków, zwłaszcza tych, którzy nie gromadzili kapitału w OFE lub IKE, po latach pracy w niestabilnych warunkach staje przed widmem ubóstwa na starość.

Dlaczego tak się dzieje?

Główną przyczyną niskich emerytur artystów jest specyfika ich kariery. Często są to osoby prowadzące działalność gospodarczą, które przez lata opłacały składki od minimalnej podstawy – by nie obciążać zbyt mocno domowego budżetu w okresach mniejszej liczby zleceń. Dodatkowo, w przeciwieństwie do pracowników etatowych, nie mają oni stałego pracodawcy, który odprowadzałby składki od pełnego wynagrodzenia. W efekcie, nawet po 40 latach pracy, kapitał zgromadzony na koncie ZUS jest niewielki.

Krystyna Janda, choć prowadzi własną instytucję kultury, przez lata mogła opłacać składki od niskiej podstawy, co dziś przekłada się na niskie świadczenie. W jej przypadku dochodzi też do paradoksu – mimo że wciąż pracuje i zarabia, to emerytura z ZUS jest jej potrzebna jako uzupełnienie budżetu. Podobne historie dotyczą wielu innych gwiazd, które po latach świetności muszą liczyć każdy grosz.

Reakcje i możliwe rozwiązania

Sprawa Jandy stała się głośna za sprawą medialnych doniesień, które poruszyły opinię publiczną. W komentarzach w sieci pojawiają się głosy, że system emerytalny wymaga pilnej reformy, zwłaszcza w zakresie ubezpieczeń dla osób wykonujących wolne zawody. Eksperci postulują wprowadzenie ulg podatkowych na dobrowolne oszczędzanie emerytalne (np. w ramach PPK dla przedsiębiorców) oraz podniesienie minimalnej podstawy składek dla artystów, aby w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji.

Na razie jednak Krystyna Janda, podobnie jak tysiące innych Polaków, musi radzić sobie z rzeczywistością, w której emerytura z ZUS nie wystarcza nawet na podstawowe potrzeby. Jej przypadek jest przestrogą dla młodszych pokoleń twórców, by już dziś myśleć o zabezpieczeniu finansowym na starość.

Foto: images.pexels.com


📷 Galeria zdjęć