Transport i spedycja | Polska | Europa | Azja | Afryka | USA

online shopping

Nowy podatek od gigantów technologicznych – kto ostatecznie poniesie jego ciężar?

Polska stawia na podatek cyfrowy

Rząd szykuje kolejne narzędzie fiskalne skierowane do największych światowych koncernów. Ministerstwo Cyfryzacji finalizuje prace nad wprowadzeniem 3-procentowego podatku od usług cyfrowych (DST), który ma objąć przede wszystkim gigantów takich jak Google, Meta, Amazon czy Apple. Choć oficjalnym celem jest opodatkowanie dochodów generowanych w Polsce przez korporacje, które często unikają płacenia podatków w kraju, wielu analityków wskazuje, że skutki tej regulacji mogą być odczuwalne dla każdego użytkownika internetu.

Kogo dotknie nowa danina?

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Ministerstwo Cyfryzacji, podatek ma być nakładany na przychody z tytułu emisji reklam online, sprzedaży danych użytkowników oraz platform umożliwiających wymianę towarów i usług. W praktyce oznacza to, że opłata będzie dotyczyć głównie firm, których globalne przychody przekraczają 750 milionów euro rocznie, a przychody w Polsce sięgają co najmniej 50 milionów złotych. Eksperci z Instytutu Finansów Publicznych zwracają jednak uwagę, że takie podatki, choć pozornie wymierzone w korporacje, często są przerzucane na konsumentów w postaci wyższych cen usług lub mniejszych inwestycji w lokalne rynki.

„Podatek cyfrowy to rozwiązanie, które z powodzeniem funkcjonuje już we Francji, Włoszech czy Wielkiej Brytanii. Zawsze jednak wiąże się z ryzykiem podwyższenia opłat dla użytkowników końcowych. Przykład Francji pokazał, że po wprowadzeniu 3% DST platformy reklamowe podniosły stawki dla małych i średnich przedsiębiorstw, co ostatecznie odbiło się na portfelach konsumentów” – mówi dr hab. Krzysztof Walczak, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Kontekst europejski i globalne trendy

Polska nie jest pierwszym krajem, który decyduje się na takie rozwiązanie. W Unii Europejskiej od lat toczy się dyskusja na temat jednolitego podatku cyfrowego, jednak brak porozumienia między państwami członkowskimi sprawia, że poszczególne kraje wprowadzają własne regulacje. W tym kontekście decyzja Polski wpisuje się w szerszy trend, który obserwujemy od 2020 roku, kiedy to wiele państw zaczęło szukać dodatkowych źródeł dochodów w sektorze cyfrowym. Według danych Komisji Europejskiej, w 2025 roku globalne przychody z reklam online przekroczyły 600 miliardów dolarów, a udział w nich największych platform stale rośnie.

Ministerstwo Cyfryzacji szacuje, że nowy podatek może przynieść budżetowi państwa około 1,2 miliarda złotych rocznie. Środki te mają być przeznaczone na rozwój infrastruktury cyfrowej oraz wsparcie lokalnych startupów technologicznych. Jednak eksperci podkreślają, że aby cel ten został osiągnięty, konieczne jest precyzyjne zaprojektowanie przepisów, które nie zniechęcą inwestorów do działalności w Polsce.

Kto naprawdę zapłaci?

Choć rząd zapewnia, że danina dotknie tylko największe, globalne korporacje technologiczne, eksperci ostrzegają: koszty mogą ostatecznie spaść na ramiona przeciętnego Polaka. Mechanizm jest prosty – jeśli koszty prowadzenia działalności w Polsce wzrosną dla gigantów, mogą oni podnieść ceny swoich usług lub ograniczyć ofertę. Przykłady z innych krajów pokazują, że po wprowadzeniu podobnych podatków wzrosły ceny subskrypcji usług streamingowych, a także koszty reklam dla małych firm, które są zmuszone do korzystania z platform takich jak Facebook czy Google.

Warto również pamiętać, że podatek cyfrowy to nie jedyne narzędzie fiskalne, które Polska planuje wdrożyć w najbliższym czasie. W połączeniu z innymi obciążeniami, takimi jak podatek od automatyzacji czy wyższe składki na ZUS, może to stworzyć trudne warunki dla rozwoju sektora nowych technologii w kraju.

Foto: images.pexels.com


📷 Galeria zdjęć