W świecie profesjonalnego sportu, podobnie jak w branży transportowej, sukces jest efektem pracy całego zespołu. Podczas gdy kierowcy TIR-ów i właściciele firm logistycznych skupiają się na optymalizacji tras i kosztów paliwa, w tenisie uwagę przyciągają zarobki sztabu szkoleniowego gwiazd. Finanse załogi Igi Świątek, liderki światowego rankingu, stały się ostatnio przedmiotem spekulacji, odsłaniając ciekawe paralele z zasadami wynagradzania w biznesie.
Zespół za sukcesem: nie tylko w sporcie
Podobnie jak za sprawne dostarczenie ładunku odpowiada nie tylko kierowca, ale także dyspozytor, mechanik i spedytor, tak w tenisie za wynik tenisistki odpowiada cały sztab. Składa się on z trenera głównego, trenera przygotowania fizycznego, fizjoterapeuty i psychologa. Każdy z tych specjalistów wnosi kluczową wartość, a ich praca musi być odpowiednio wyceniona. W transporcie międzynarodowym koszty personelu są jednym z głównych elementów budżetu firmy. W tenisie wygląda to podobnie – utrzymanie wysokiej klasy specjalistów to poważny wydatek, który jednak przekłada się na utrzymanie pozycji na rynku.
Wynagrodzenia w cieniu kortu: tygodniówki i premie
Według informacji, które wyciekły do mediów, byli trenerzy czołowych tenisistów ujawniają pewne widełki. Trener pracujący z zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu światowego może liczyć na tygodniową stawkę wahającą się od 3 do nawet 10 tysięcy dolarów. Do tego dochodzą premie za osiągnięcie określonych etapów turniejów Wielkiego Szlema, które mogą być równowartością kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Jest to system mocno zbliżony do modeli premiowych w firmach transportowych, gdzie kierowcy otrzymują dodatki za terminowość, oszczędność paliwa czy bezproblemowe przejazdy przez granice.
W przypadku obecnego trenera Igi Świątek, Wima Fissette’a, który ma na koncie współpracę z wieloma mistrzyniami, stawki z pewnością znajdują się w górnych granicach podanych widełek. Jego doświadczenie i wiedza są dla polskiej tenisistki bezcenne, podobnie jak doświadczony kierowca międzynarodowy dla firmy spedycyjnej – stanowi kluczowy kapitał ludzki, za który trzeba płacić odpowiednio wysoko, by utrzymać konkurencyjność.
Lekcja dla biznesu: inwestycja w zespół się opłaca
Analiza zarobków tenisowego sztabu to dobry pretekst, by spojrzeć na własny biznes transportowy. Inwestycja w wykwalifikowanych, dobrze opłacanych kierowców, dyspozytorów znających realia rynku europejskiego i specjalistów od logistyki jest fundamentem długoterminowego sukcesu. W dość niestabilnym rynku transportowym, związanym z wahaniami cen paliw i zmieniającymi się przepisami (np. dotyczącymi pobytu kierowców w UK), posiadanie lojalnego i zmotywowanego zespołu może być równie ważne co nowoczesna flota.
Polscy przewoźnicy, działający głównie na rynkach europejskich, doskonale wiedzą, że aby przyciągnąć i zatrzymać najlepszych specjalistów, trzeba oferować atrakcyjne warunki finansowe oraz stabilne zatrudnienie. Podobnie jak Iga Świątek inwestuje w najlepszego trenera, by utrzymać pozycję numer jeden, tak firma transportowa musi inwestować w swój zespół, by utrzymać się na trasie wiodącej do zysku.
Foto: images.iberion.media
